Podróże,  Tajlandia

Niebezpieczne zwierzęta w Tajlandii

Czy Tajlandia jest bezpiecznym kierunkiem? Jakie dzikie zwierzęta możemy spotkać w tym azjatyckim kraju? W tym wpisie opowiem Ci o ssakach i gadach, które ja spotkałam podczas mojej podróży i czy te spotkania naprawdę były takie straszne 😉

Pamiętam jak przed pierwszym wyjazdem do Azji wiele osób ostrzegało mnie przed różnymi niebezpiecznymi zwierzętami. Słyszałam o wężach, pająkach, rekinach a nawet tygrysach! Oczywiście możemy je tam spotkać, bo faktycznie żyją w tym kraju. Ale czy należy się ich obawiać planując 2 tygodniowy urlop?

Jaszczurka spotkana na plaży

Rajska wyspa Koh Kradan i jej dzika natura

Koh Kradan była pierwszą z wysp na której mieliśmy przyjemność spędzić kilka dni. Od pierwszych chwil oczarowała nas swoją naturalnością i dzikim krajobrazem. Nie spotkacie tam resortów, hoteli ani nawet sklepu. Na wyspie jest jedynie kilka miejsc, gdzie można wynająć domki czy pokoje i zazwyczaj każdy z nich ma swoją niby restaurację 😉

Nasze bungalowy były bardzo skromne. Miałam tego świadomość wybierając nocleg, ale nie to było dla nas istotne. Od początku wiedzieliśmy, że miejsce które wybieramy jest w spokojnej części wyspy, oddalone od pozostałych guesthousów. Miało to wiele plusów. Byliśmy na plaży praktycznie sami i mieliśmy dostęp do najlepszej rafy. Nasz domek oddzialała od reszty wyspy dzika dżungla. I właśnie ta dżungla niektórych mogła przerażać. W żadnym innym miejscu nie słyszeliśmy takich dźwięków, a dodatkowo co jakiś czas budziły nas uderzające w dach kokosy 😉

Drugiej nocy niestety musiałam się wydostać spod moskitiery i udać do toalety. Zapaliłam światło, otworzyłam drzwi i wtedy moim oczom ukazał się wielki, kolorowy ptak. W zasadzie to nie ukazał, tylko nagle wyskoczył trzepocąc przy tym kolorowymi skrzydłami. Domyślam się, że on też był przerażony tą całą sytuacją. Ptak był większy od gołębia, a łazienka bardzo mała. Latał więc jak szalony uderzając o każdą napotkaną przeszkodę. Ja narobiłam takiego hałasu, że z całą pewnością usłyszeli mnie na drugim końcu wyspy. Na środku naszego domku stał wiatrak, który oczywiście stał się moją kolejną przeszkodą.

Resztę nocy zastanawialiśmy się jak wypuścić ptaka z łazienki, aby nie wpadł nam do pokoju, ale po wielu próbach poddaliśmy się. Rano odkryłam, że w dachu jest dziura, którą prawdopodobnie ptak dostał się do środka. Niestety nie mam zdjęcia tego ptaka ale mam nadzieję, że będziesz mógł go sobie wyobrazić.

To nie ten ptak, ale też nie był groźny 😉

Koh Lanta – małpie gangi i dzikie krowy na plaży

Wybierając się na Koh Lantę mieliśmy pewne obawy. W internecie znajdziesz wiele opinii na temat tej wyspy i niektóre nie są zbyt pochlebne. Nas jednak ta wyspa oczarowała a małpy, żaby i krowy nie okazały się takie straszne☺️.

Pierwsze nasze tzw „animalne” spotkanie było z małpami. Na południu wyspy są praktycznie wszędzie. Najwięcej można ich spotkać w parku Mu Ko Lanta National Park. Małpy, które występują na tej wyspie to Makaki. Wystarczy wpisać w google to hasło a pojawi się wiele informacji o tym, jak te ssaki są złośliwe. Nawet na pozór słodkie maleństwa mogą narobić wiele szkód. Te które spotkaliśmy były wyjątkowo zuchwałe.

Małpy w Mu Koh Lanta National Park

Ciekawa sytuacja spotkała nas podczas trekkingu po dżungli. Dwie okazałe małpy stanęły nam na drodze warcząc przy tym i wytrzeszczając swoje ostre zęby. Oj, nie były to słodkie małpki, jakie znamy ze zdjęć. Przed nami szły dwie dziewczyny z Niemiec i już miały zawracać, kiedy wpadł nam do głowy pewien pomysł. Widzieliśmy wcześniej faceta odganiającego kocem małpy, kiedy próbowały wyrwać dziecku napój. Postanowiliśmy więc użyć mojego różowego ręcznika. Wojtek zarzucił go na ramiona i skakał przed nimi niczym goryl, dopiero wtedy raczyły zrobić nam przejście. Szkoda tylko, że takie momenty nie są uwiecznione na zdjęciach. Zazwyczaj są to sytuacje, kiedy najmniej się tego spodziewamy.

To tylko tak słodko wygląda, lepiej nie podchodzić 😉

Przygód z małpami było wiele, zwłaszcza w okolicach plaży Bamboo Beach, którą polecam szczególnie odwiedzić. Jedynym minusem tego miejsca był praktycznie całkowity brak cienia. Pewnego popołudnia, zmęczeni od niesamowitego upału, szukaliśmy schronienia od słońca. Dżungla ma wiele do zaoferowania, więc Wojtek niczym Robinson Cruzoe postanowił zbudować nam szałas. Było to idealne miejsce na drzemkę, więc tak też zrobiliśmy. Pomyśl jakie było nasze zdziwienie, gdy nagle na głowę zaczęły nam spadać wielkie liście i bambusowe kije, a wredne małpy grzebały w moim plecaku!

Trzeba sobie jakoś radzić 😉

Standard w domkach na Koh Lancie był o niebo lepszy niż na poprzedniej wyspie, jednak tym razem łazienka była „pod gołym niebem”. Wyobraź sobie moja minę widząc brak sufitu w łazience (po przejściach z ptakiem). Jednak szybko przekonaliśmy się do tego miejsca, a prysznic pod niebem pełnym gwiazd był niesamowitym przeżyciem.

Niestety przy upałach płynów pije się bardzo dużo, więc ponownie byłam zmuszona pójść w nocy do toalety. Pewnie zastanawiasz się co tym razem mi się przytrafiło? Nie, to nie był ptak, ani wąż. Z toalety wyskoczyła mi żaba! Oczywiście nie obyło się bez krzyku. Ostatecznie żaba okazała sie całkiem przyjazna i kolejne dni spędziła z nami już na bambusowej ścianie domku ☺️.


Żaba na „wężu”?

Na tej wyspie spędziliśmy najwiecej dni podczas zeszłorocznej podróży po Tajlandii. Czy to możliwe, że spośród dzikich i groźnych zwierząt spotkaliśmy tylko małpy i żabę? O nie, na wspomnianej już Bamboo Beach mieliśmy przyjemność spotkać więcej „leśnych zwierząt”.

Dzień sie powoli kończył, jednak my postanowiliśmy zostać na tej cudownej plaży do zachodu słońca. Ludzi można było zliczyć na palcach jednej ręki. Nagle zrobiło sie dość głośno a naszym oczom ukazało się stado krów! Tak, to były krowy. Było ich bardzo dużo, myślę że około 50 sztuk. Rożnej wielkości. Małe, duże, z wielkimi rogami lub bez. Spacerowały sobie całkiem wolne po plaży, brodząc w wodzie i nie zwracając zupełnie uwagi na ludzi i ich dobytek. Jak sie pózniej okazało, to urocze stadko w ciągu dnia skubało sobie trawkę w cieniu drzew, a po południu wybierało się na spacer przy zachodzie słońca.

To tylko część stada…

Jak widzisz w ciągu 15 dni, czyli standardowego urlopu, nie spotkaliśmy żadnych groźnych zwierząt. Było za to mnóstwo śmiesznych historii. Oczywiście stawały nam na drodze jaszczurki, warany, kraby, ale czy podobnych istot nie spotkacie na wakacjach w Europie ?

Spędzając normalny urlop, nie ograniczając się do siedzenia w hotelu, a czasami wchodząc nawet do gęstej dżungli, nie martw się- PRZEŻYJESZ TE WAKACJE !

Nie daj się zniechęcić dziwnymi historiami z internetu i niech strach nie zepsuje Ci wymarzonego urlopu.

Weź przykład z Pana poniżej. Nie wystraszył się spotkanego warana na plaży, a nawet pozwolił sobie na bliższy kontakt.

Nie zastanawia Was co ten Pan ma na głowie ?

I jak uważasz dalej ta Tajlandia taka straszna? A może masz inne doświadczenia ze zwięrzętami w podróży ? Chętnie poczytam o Twoich historiach w komentarzu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *